Następny dzień wstał jasny, piękny, prawdziwie wiosenny. Przed główną bramę miejską zajechał Rusin pełniący rolę tatarskiego posła. Towarzyszył mu niewielki oddział znaczniejszych barbarzyńców, z których jeden dźwigał bladą i okrwawioną głowę Henryka Pobożnego na długiej tyce. Chełpliwie pokazywali nam także dziewięć sporych worków, wypełnionych po brzegi uciętymi uszami. Obcinanie ucha było praktykowanym u nich sposobem liczenia zabitych wrogów, a dla nas wymownym dowodem, że poprzedniego dnia wyrżnęli blisko osiem tysięcy ludzi. Widok ten w wielu ludziach wzbudził prawdziwą boleść, ale także wzmógł zajadłą nienawiść do wroga. Poseł wezwał mieszkańców Legnicy do poddania się i obiecywał darowanie życia, jeśli nie będą stawiali oporu. Te fałszywe obietnice nie na wiele się zdały, zbyt dobrze bowiem znano postępowanie skośnookich pogan na Rusi i w Małopolsce. Jeśli pokonani nie zostali w okrutny sposób zamordowani, czekała nieszczęsnych hańbiąca niewola, toteż nikt nie słuchał owych kłamliwych zapewnień. Rycerz Jan Iwanowic, wprowadzony na wieżę z wielkim respektem przez opolskiego Mieszka, odkrzyknął najeźdźcom, że chociaż zginął nasz umiłowany władca, mamy jeszcze w Legnicy dosyć dzielnych książąt i rycerzy zdolnych pokierować obroną. Odważna odpowiedź wywołała za murami zrozumiały entuzjazm, na który spoglądał z wyżyny swojej żerdzi książę Henryk martwymi białkami oczu, lecz teraz trupioblade oblicze wodza zdawało się dodawać ducha wszystkim chrześcijanom. Owa tragiczna, a zarazem przerażająco śmieszna, pośmiertna maska bohatera z capią bródką uświadamiała wagę spraw ostatecznych, takich jak honor, konsekwencja, uczciwość czy śmierć w obronie wielkiej idei. I chyba tylko ja jeden w całym tłumie pomyślałem przekornie, że wszystkie te pięknie brzmiące hasła nie znaczą nic wobec tępej, brutalnej siły i bezdusznej przemocy, jedynych idei wyznawanych przez najeźdźców. A może tylko dzisiaj zdaje mi się, że wtedy tak pomyślałem. .
Pierwsza tybetańska wioska, do której dotarliśmy, nazywała się Kyurik i liczyła sobie dwa domy. Następna, Doco, była już znacznie większa. Natrafiliśmy na wielu mnichów, około stu, znoszących pnie topól, które miały być przetransportowane przez przełęcze do Traszigangu na budowę klasztoru. Jest to największy klasztor w prowincji Tsurubjin, a jego opat jest równocześnie urzędnikiem świeckim. Przebywał tu właśnie u swoich mnichów i obawialiśmy się, że nasza podróż zakończy się przedwcześnie. Odpowiadając na jego pytania utrzymywaliśmy, że jesteśmy strażą przyboczną wielkiego europejskiego pana, a ten zaopatrzony jest w żelazne listy centralnego rządu w Lhasie. Zdawało się, że w to uwierzył i z ulgą ruszyliśmy w dalszą drogę.. - Gdyby tylko Ellie powiedziała im, że Andrea chodzi do tego garażu, który dzieciaki nazywają „kryjówką”, Ted mógłby zjawić się tam na czas.. - Żeby sporządzić taką listę, trzeba by lat.... — Dlatego, że chodzi o tak ważne sprawy — powiedział Elias.. - To Troy Phelan - odezwał się jeden z prawników, stając nad zwłokami..