- Jak mówiłem przez telefon, panno Cavanaugh... - zaczął. .

- Chłopiec jest zmartwiony. Prowadzone jest przeciw niemu dochodzenie.. Zapadła cisza. Sądzę, że Błazen zrozumiał, że powiedziałem mu o tym, czego najbardziej się obawiałem. Ludzie Pradawnej Krwi wiedzieli kim jestem i jak się nazywam, a to dawało im władzę nade mną. Wyznałem mu to, czego nigdy nie zdradziłbym Wildze. Takiej władzy nad człowiekiem nie powinni mieć ludzie, którzy go nie kochają. Jednak oni mieli ją i nic nie mogłem na to poradzić. Mieszkałem samotnie i z daleka od Pradawnej Krwi, lecz przez cały czas zdawałem sobie sprawę z tego, że mogą mnie wydać. Zastanawiałem się, czy powtórzyć Błaznowi opowieść Wilgi o występie tego minstrela podczas święta wiosny. Później, powiedziałem sobie. Później. Jakbym chciał na jakiś czas zapomnieć o niebezpieczeństwie. Nagle poczułem przygnębienie i smutek. Podniosłem głowę i napotkałem spojrzenie Błazna.. - Naprawdę?. - ...zabijaj go! Nie zabijaj go! Nie!. - Ślepunie! - szepnął z radością. - Nie sądziłem, że znów cię zobaczę. Co za spotkanie, stary druhu.. - Ci ludzie są ze sobą ściśle powiązani - skomentował Caldwell. - Nie wiem, czy należy przypisywać temu jakieś znaczenie.. - Proszę - jęknąłem i próbowałem się odsunąć. Przesunął się razem ze mną, a głowa bolała mnie tak bardzo, że nie mogłem uciec. Dlaczego mnie dręczył?.