Osunął się w końcu obok niej. Automatycznie przyjęli pozycję, w której leżeli zawsze po stosunku: jego ręka wokół jej ramion, jej głowa na jego barku, jej udo w poprzek jego bioder. Ziewnął szeroko, a ona zaśmiała się. Pieścili się jeszcze lunatycznie, ona sięgnęła w dół, by dotknąć zwiotczałego penisa, on wsuwał i wysuwał palec z jej ociekającej pochwy. Polizała jego pierś i wyczuła słony smak potu zraszającego mu skórę. Spojrzała na jego szyję. Księżyc podkreślał żłobiące ją zmarszczki i bruzdy zdradzając jego wiek. Jest ode mnie dziesięć lat starszy, pomyślała. Może właśnie z powodu różnicy wieku jest w tym taki dobry. .
— Więc jakie chcesz zająć stanowisko? — powtórzył szeptem Henry Vu, zerkając nerwowo w stronę drzwi na korytarz.. - Spotkałeś się z "Głębokim Gardłem"?. Mieli tylko jedną okazję, by zrobić to dobrze.. Prawdziwie puchły mi uszy od tych wrocławskich gadek, im więcej ich jednak słuchałem, tym bardziej rozpalała się moja ciekawość świata i żądza poznania prawdy.. Zwróciłem się z powrotem do terminalu, przestawiłem go na edytor tekstów, po czym stworzyłem nowy plik, jakbym zaczynał pisać bestseller:. Wobec takiego obrotu rzeczy ślub odbył się niezwłocznie, żeby nie rzec pospiesznie. Sądzono, że ojciec Kazimierza pogodzi się z faktem dokonanym, wszakże musiał przełknąć już jedno śląskie małżeństwo najstarszego syna, kiedy po interwencji Jadwigi wypuścił z niewoli naszego starego księcia. Stało się jednak inaczej. Konrad Mazowiecki zawrzał szalonym gniewem, podobnie jak jego małżonka, która chciała ożenić Kazimierza z jedną z ruskich kniaziówien. Wywarł jednak wściekłość nie na niesfornym potomku, dorosłym już i samodzielnym, lecz pochwyciwszy biednego dominikanina, nie bacząc, iż był jego kanclerzem, rozkazał go wpierw torturować, potem obwiesić u bramy płockiej katedry. Książątko zawiniło, mnicha powiesili, co się nieraz może zdarzyć, często bowiem maluczcy płacą za swawole możnych. Wpatrzeni w siebie małżonkowie utonęli natomiast w rozkosznej błogości za murami swego kujawskiego zamku i należy wątpić, czy w ogóle spostrzegli, że omal nie stali się pastwą najazdu Tatarów. Dobry Bóg wszelako i ruscy przewodnicy sprzyjali młodym na tyle, że im takich strapień oszczędzono, wichry wojny nie zakłóciły więc słodyczy poślubnych miesięcy, gdy się wraża nawała zwróciła, jak już pisałem, w naszą stronę. I tak się kończyła owa historia upojna o miłosnym szczęściu kupionym za cenę krwi niewinnego, którą wyśpiewywano w pieśniach i pokazywano na ulicznych widowiskach. Można z tego wyciągnąć wniosek, że każde spełnienie marzeń dwojga ludzi odbywać się musi za cenę czyjegoś upokorzenia i bólu, a zatem szczęście wzrasta najlepiej na glebie cudzego nieszczęścia, tak jak najpiękniejsze kwiaty, które potrzebują nawozu, by dorodnie rozkwitać. Niesyte wrażeń mieszczki wyobrażały sobie siebie na miejscu ślicznej Konstancji, którą zniewala rosły i urodny Kaźko przy słowiczych trelach w dusznych oparach bzu. Miło było snuć takie fantazje wsparte słodkim muszkatelem i owocami smażonymi na miodzie.. Główne pożywienie w tej okolicy stanowiła campa. Tutaj zobaczyliśmy także jak się ją sporządza; do piasku podgrzanego na patelni do białości wsypuje się jęczmień. Pod wpływem wysokiej temperatury ziarno pęka z sykiem. Potem wszystko przesypuje się do gęstego sita, odsiewa się piasek od ziaren, a ziarna miele na drobną mąkę. Pachnącą i zdatną już do jedzenia, rozrabia się najczęściej z herbatą i dodatkiem masła na gotowe do jedzenia ciasto. Do rozrobienia można użyć także mleka lub piwa. Tybetańczycy są bardzo pomysłowi w przygotowywaniu posiłków z campy, która pojawia się na stole kilka razy dziennie. Do tej potrawy zdążyliśmy już przywyknąć, ale z maślaną herbatą było znacznie gorzej. Sposób jej przyrządzania wydaje się Europejczykowi bardzo dziwny. Herbata, złej jakości, sprowadzana tutaj z Chin w formie sprasowanych cegiełek, składa się głównie z odpadów i gałązek. Tybetańczycy gotują z niej ciemną zupę, na wiele godzin, a nawet dni przed spożyciem. Podczas gotowania wsypują nieco sody oraz sporo soli i po przecedzeniu, wlewają tę ciecz do naczynia wyglądającego jak maślnica. Stosownie do ilości i wymaganej jakości herbaty, dodają odpowiednią miarkę masła i ubijają tak długo, aż powstanie „coś” o konsystencji emulsji. Niestety, masło długo przechowywane w skórze jaków - miesiące, a nawet lata - jest nieświeże, dlatego maślana i słona herbata smakuje Europejczykowi zrazu obrzydliwie i z trudem się do niej przyzwyczaja. Tybetańczycy zapewne także wolą ją z dodatkiem świeżego masła. Herbata jest tu napojem narodowym i popija sieją często, do sześćdziesięciu razy* w ciągu dnia. Oprócz tych dwóch głównych potraw jadają Tybetańczycy ryż, grykę, kukurydzę, buraki, cebulę, fasolę i rzodkiew. Mięso jest rarytasem. Ponieważ Kyirong jest szczególnie świętym miejscem, nigdy nie zabija się tu zwierząt. Jeżeli na stole pojawi się mięso, to pochodzi ono z innej okolicy lub, co się zdarza częściej, z resztek zwierząt, które padły łupem niedźwiedzi lub panter. Zupełnie nie do pogodzenia z tą postawą był dla mnie fakt, że każdej jesieni pędzono tędy około piętnastu tysięcy owiec do rzeźni w Nepalu, a Kyirong pobierał za nie myto.. Tran-ky-ky była, metaforycznie mówiąc, przystankiem na żądanie na trasie Antaresu. Gigantyczny międzygwiezdny transportowiec pozostanie dzień czy dwa w pobliżu planety, a większość tego czasu zajmie transfer ładunku dla jedynej thranxludzkiej placówki działającej na posępnej powierzchni planety..